M E N U

Część 7. „Bo on może mieć każdą, więc dlaczego chciałby mieć ją?” >> środa, 24 marca 2010 21:06:01
Witam! Takie małe życie po życiu. Mam nadzieję, że choć w małym stopniu się spodoba. Można powiedzieć, że powracam. Koncert tak wiele potrafi zmienić. I życie tak wiele zmienia.
Pozdrawiam!

sadness-of-angel


Może był dziwny, może nie był tym stuprocentowym mężczyzną, może po prostu nie chciał nim być.

Miał nadzieję, że kiedyś jakaś kobieta doceni to, że jest wrażliwy, że w jego głowie nie rozbrzmiewa słowo „sex”. Wierzył, że kobiety na całe życie nie może szukać, że ona sama przyjdzie i że będzie to chwila magiczna. Ale nie uważał, że miłość to tylko pragnienie posiadania. To coś więcej, czego nikt nie potrafi opisać, ani nawet zrozumieć.

- Czy mogłabym skorzystać z łazienki? – zapytała niepewnie.
- Oczywiście! – powiedział podchodzą do wielkiej garderoby, rozsunął drzwi i wyciągnął śnieżnobiały ręcznik – niestety więcej nie mogę ci dać, bo mimo wszystko nie mam tutaj damskiej bielizny, choć myślę, że gdybym poszedł do pokoju Toma, na pewno bym coś znalazł – powiedział to i lekko się uśmiechnął.
Dziewczyna parsknęła śmiechem.
- Nie wiem, jaki jest Tom, kimkolwiek jest, ale zapewne niezły z niego podrywacz – powiedziała poważniejąc trochę.
- Jakbyś zgadła – odparł podając jej ręcznik – łazienka jest tam – wskazał ręką beżowe drzwi, a sam wyszedł z pokoju.
Zastanawiał się, jak to możliwe, że pozwolił komuś bez zastanowienia zbliżyć się do siebie tak bardzo. Nie znał jej, ale mógł powiedzieć, że polubił ją. Była taka delikatna i miała piękne dłonie. Martwiły go tylko jej smutne oczy. Nie był pewien co tamtej nocy wydarzyło się w parku, ale doskonale się domyślał, nie wiedział, jak powinien zareagować, ale przyszła mu do głowy myśl, że dziewczyna powinna to zgłosić na policję, by dopaść tego mężczyznę.
- Możesz mi powiedzieć, jaki rozmiar ubrań nosisz? – zapytał pukając do łazienki. Ciemnowłosa uchyliła drzwi, a jego oczom ukazała się piękna dziewczyna z brązowymi, mokrymi włosami, opadającymi na nagie ramiona. Automatycznie odwrócił się, żeby jej nie zawstydzać, a ona uśmiechnęła się pod nosem.
- Nie potrzebuję ubrań, muszę jak najszybciej wracać, dziś jest dla mnie ważny dzień – odparła.
- Powinnaś najpierw pójść na policję i złożyć zeznania – powiedział cicho.
- Bill, ja nie chcę o tym pamiętać…. – wyszeptała i zamknęła drzwi łazienki. Stanęła przed dużym lustrem przyglądając się sobie. Coś się zmieniło w jej oczach. Zniknął strach i przerażenie. Dobrze się tu czuła, tak bezpiecznie. Nie wiedziała, dlaczego w pewien sposób zaufała temu chłopakowi, przecież w ogóle go nie znała. Był jej obcy, w dodatku sławny i bogaty, co było widać po apartamencie, w którym mieszkał, a jednak pomógł jej, całkiem bezinteresownie. „Jest dobrym człowiekiem” – pomyślała. Założyła zniszczone jeansy i sprany podkoszulek, a następnie wyszła z łazienki. Cicho weszła do pokoju, w którym spała, a następnie do kuchni, w której siedział chłopak. Przed nim stały dwa kubki gorącego napoju, a on sam siedział z głowa podpartą rękoma, miał zamknięte oczy i usta takie bez wyrazu. Nie wyglądał na osobę w pełni szczęśliwą, miał w sobie jakiś smutek, lecz mimo wszystko, kiedy uśmiechał się do niej, czuła, że jest szczery. Intrygował ją.
Chyba poczuł, że ktoś na niego patrzy, podniósł wzrok, a na jego ustach pojawił się uśmiech.
- Pójdę już – powiedziała – naprawdę, dziękuję ci za to, co dla mnie zrobiłeś – usiadła na jednym z wysokich krzeseł obok czarnowłosego – dziś jest dla mnie ważny dzień, dziś mam zacząć nowe życie, zamieszkać w domu, w którym mieszkałam kilka lat temu, dostałam białą kartkę i niewidzialny długopis, by móc na nowo pisać historię swojego życia – spojrzała na niego, a później szybko spuściła wzrok.
- Odwiozę cię! – niemal krzyknął, gdyż bał się, że zbyt późno zareagował.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł – odparła.
- Dlaczego? Przecież to nic złego, nie zrobię ci krzywdy – spojrzał na dziewczynę chwytając jej chłodną dłoń.
Wyszli z hotelowego apartamentu i zmierzali w kierunku windy. Idąc ku głównemu wejściu, przez szklane drzwi ujrzeli tłum fanek, które czekały, aż któryś z członków zespołu pojawi się, a one będą mogły chociaż go zobaczyć.
- Wyjdziemy tylnym wejściem – powiedział i ruszył w przeciwnym kierunku.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
01.09.1997
- Marion! Spóźnisz się do szkoły – krzyczał mężczyzna, o dużych brązowych oczach i ciemnych włosach.
- Już idę tato, już idę – wyszła z pokoju, który mieścił się na drugim piętrze wielkiego domu. Zeszła na dół do wszechstronnej kuchni, chwyciła za świeżo zrobioną grzankę, ucałowała kobietę o blond włosach w policzek i wybiegła z domu. Wsiadła do czarnego cadillaca.
- I co, denerwujesz się? To Twój pierwszy dzień w zupełnie nowej szkole – powiedział mężczyzna, tym samym jednym ruchem ręki zepsuł fryzurę, którą Marion układała przez ostatnie 15 minut.
- Tatooo, popsułeś mi fryzurę – powiedziała, wyciągając z torby lusterko i próbując naprawić szkody – to mój pierwszy dzień w nowej szkole, a wyglądam, jakbym się nie uczesała – roześmiała się i pocałowała ojca w policzek.
- Będzie dobrze! Na pewno wszyscy cię polubią – powiedział naciskając hamulec.
Dziewczyna wysiadła z samochodu, pomachała ojcu i ruszyła w stronę wielkiego budynku. Mężczyzna otworzył okno samochodu i krzyknął
- Będę po ciebie o 15:00, powodzenia!
*********
- Tata nigdy się nie spóźniał – powiedziała ciemnowłosa dziewczyna do nowo poznanej koleżanki – jest 15:30, a jego nadal nie ma, w dodatku nie odbiera telefonu –odparła chowając telefon do kieszeni ciemnej kurtki.
- Och… przesadzasz Marion, pewnie zaraz się pojawi, ale ja niestety muszę już wracać, bo mama będzie się denerwowała. Do jutra! – powiedziała rudowłosa dziewczyna o wielkich niebieskich oczach i pomachała koleżance na pożegnanie.

Zaczęło robić się chłodno, a wielkie granatowe chmury pojawiły się na niebie. Dłońmi potarła ramiona i wybrała ponownie numer telefonu ojca, a następnie matki, ruszając w stronę domu, który mieścił się 50 km od jej nowej szkoły. Małe krople deszczu spadały z zachmurzonego nieba, robiąc coraz większe kałuże. Miała przemoczone włosy i ubranie. Czuła niepokój. Ogarnął ją niewyobrażalny strach, a do głowy przychodziły najczarniejsze myśli. Słone krople łez spływały po jej bladych od zimna policzkach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


- Gdzie mam cię podwieźć? – spytał Bill zamyślonej dziewczyny.
- Możesz wysadzić mnie niedaleko parku, w którym się spotkaliśmy – odparła. Nie chciała mówić, że mieszka w domu dziecka, bała się jego reakcji, bała się, że przez ten fakt, mogłaby go w pewien sposób stracić.
- Dobrze, jak chcesz – samochód się zatrzymał, a oni siedzieli zupełnie nieruchomo, patrząc przed siebie. – Czy jeszcze kiedyś cię spotkam? – zapytał, a chwilę później sam nie potrafił uwierzyć w swoją odwagę.
- A chciałbyś mnie spotkać? – zapytała podnosząc wzrok na chłopaka.
- Chciałbym – powiedział szczerze, mając nadzieję, że dziewczyna poda mu chociażby numer swojego telefonu.
- Więc mnie znajdziesz – odpowiedziała po czym lekko musnęła ustami jego policzek – jestem Marion, Marion Hocker - otworzyła drzwi samochodu i zniknęła w tłumie przechodniów.
Łzy bólu spływały po jej lekko zaczerwienionych policzkach. Czuła nienawiść do samej siebie, ale wiedziała, że postąpiła słusznie. Bała się, że ten Bill Kaulitz ją zrani. A jeśli będzie chciał, to ją znajdzie. Bo on może mieć każdą, więc dlaczego chciałby mieć ją?

Nagle poczuła, że ktoś stanowczo złapał ją za rękę, a za plecami usłyszała głos:
- Poczekaj…

komentarze [6]

Część 6. „Czuł jej nierównomierny oddech i łzy, które co chwilę spadały na jego czarną koszulkę...” >> wtorek, 29 lipica 2008 21:40:32



Przepraszam, przepraszam Was wszystkich. Obiecuję, że nadrobię zaległości. Wszystkie nowe odcinki czytałam regularnie, lecz z komentowaniem było gorzej...
Po długiej przerwie udało mi się coś napisać. Wiem, że zasługujecie na coś lepszego, ale wena mnie opuściła...
Wybaczcie.


sadness-of-angel


Spuścił głowę, patrząc pod nogi. Tak naprawdę nie chciał, by ona wiedziała, kim on jest, lecz to było trudne, byli przecież znani już na cały świat, a on chciał jej po prostu pomóc, jak zwyczajny człowiek. Nie chciał, by ona myślała o nim: „To Bill Kaulitz, wokalista zespołu Tokio Hotel”. Nie miał zamiaru, tak jak Tom, wykorzystywać tego, że jest sławny i sypiać każdej nocy z inną dziewczyną. Różnił się w znacznym stopniu od Toma, jeśli o tę sprawę chodzi. Jego brat bliźniak nie myślał o poważnym związku, a Bill, każdej nocy marzył o tym, by mieć tego swojego Anioła, niekoniecznie ze śnieżnobiałymi skrzydłami. Wyobrażał sobie jej pełne usta i delikatne dłonie.

Przez chwilę patrzyła na niego tym przeszywającym wzrokiem. Zmieszała się.
-Ja.. nie powinnam tu być – powiedziała cicho, a chwilę później chciała wyjść z łóżka. Lecz on stanowczo złapał jej dłoń, ale nie tak, by mogło ją to zaboleć.
-To nie ma teraz znaczenia. Jestem zwyczajnym człowiekiem – nie spodziewała się tego zgaszonego głosu. Nie spodziewała się, że pod tak odważną postacią, kryje się wstydliwy chłopak, który wcale nie chce być traktowany jak król. Przyglądała mu się uważnie, nie miał na sobie tego wręcz idealnego makijażu, ubrany był w zwykłe spodnie i przeciętną bluzkę. Miał racje, jest zwyczajnym człowiekiem, jak ona i każdy inny, ale trudno jest sobie to uświadomić tym wszystkim zakochanym w nim dziewczynom.

Opadła na poduszkę zakrywając się kołdrą po czubek nosa, tak by oddzielić się teraz od całego świata. Nie chciała o tym teraz myśleć. Nie potrafiła ukryć tego wewnętrznego bólu. Nie potrafiła stwarzać pozorów. Nie dla niej jest ta gra. Ona już nie chce być aktorką. Chce zacząć nowe życie, a nie, wspominać przeszłość, która była tak niewyobrażalnie czarno-biała.

-Zrobił ci coś, prawda? – zapytał półgłosem. Jej twarz nagle posmutniała, położyła się zakrywając kołdrą.. To był znak, że chciała zostać sama. Zrozumiał.
-Dobranoc – powiedział i nie czekając na odpowiedź, wyszedł z pokoju.


Promienie słońca wdzierały się przez okno do wielkiego pokoju, na ósmym piętrze, w największym hotelu Magdeburga. Niechętnie podniósł zaspane powieki, przeciągając się, a po chwili wstał z kanapy, odsłonił zasłony. Przez wielkie okno było można zobaczyć dużą część miasta, stanął przez chwilę wpatrując się w małe punkty gdzieś na dole. Ludzie wiecznie się gdzieś spieszyli, nie doceniali szansy, jaką mieli, nie potrafili cieszyć się z tego, że mogą mieć rodzinę, z którą w każde wakacje wyjeżdżają zazwyczaj z dala od miasta, gdzie byli pozbawieni obowiązków.
Bill obecnie również nie potrafił cieszyć się z tego co dostał, bo brakowało mu tej pysznej herbaty mamy, a nawet najzwyklejszego tarasu w ogrodzie, na którym kiedyś z Tomem bardzo często przesiadywali.

Cicho wszedł do jej pokoju, jeszcze spała. Wyglądała tak niewinnie w tej białej pościeli, taka mała, bezradna, całkiem sama. Uśmiechnął się pod nosem przyglądając jej się jeszcze przez chwilę, następnie podszedł do łóżka i okrył ją szczelniej kołdrą, słyszał jej równomierny oddech, miał ochotę złapać jej delikatną dłoń, lecz bał się, że ją obudzi. Za chwilę musiał wychodzić, tym razem wywiad. W tej chwili nienawidził swojego życia, czasem miał już dość tych publicznych występów i zero prywatności, bez szans na rozpoczęcie prywatnego, miłosnego życia, jednak sam wybrał taką drogę, a teraz nie byłby w stanie się wycofać.

Wszedł do łazienki, zrzucił z siebie ubrania i wsunął się pod prysznic, zimne strumienie wody opadły na jego ramiona, a następnie inne części ciała. Chwila, w której nie myślał o problemach, chwila błogiej przyjemności, czas był tylko jego, a ostatnio miał go tak niewiele. Nie potrafił już zaprzeczyć, że to życie trochę go męczyło, lecz nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Doskonale wiedział, jak ciężka praca go będzie czekała. Mimo wszystko właśnie spełniał marzenia, a nie każdy ma na to szansę.
Stanął przed lustrem, przeczesując dłonią włosy. Nie potrafił dostrzec w swoich oczach już tych iskierek radości, które były tam jeszcze dwa lata temu. Zmienił się. Stał się bardziej pewny siebie, poznał wielu ludzi, którzy mieli tak znaczny wpływ na jego życie. Ludzi, dla których musiał być miły, choć wcale nie miał na to ochoty. Życie Billa Kaulitza wiele go nauczyło.


Makijażem i fryzurą nie musiał się już przejmować, tak jak kiedyś. Teraz robili to za niego inni, choć on lubił dbać o siebie sam, Jost uważał, że styliści, fryzjerzy i kosmetyczki zrobią to lepiej. Nie miał wyjścia.
Owinął ręcznik wokół bioder i wyszedł z łazienki. Usiadł na wysokim krześle przy blacie opierając głowę na rękach. Nie wiedział, jaką decyzję powinien podjąć. Przecież nie mógł jej tak tu samej zostawić, postanowił sobie, że zaopiekuje się nią. W tej samej chwili usłyszał pukanie do drzwi.
-No to jak, gotowy? – zapytał Tom mierząc Billa, który stał przed nim w samym ręczniku.
-Wejdź na chwilę – otworzył szerzej drzwi, a Tom swoim luzackim krokiem wszedł do apartamentu czarnowłosego.
W końcu od zawsze mówili sobie o wszystkim, więc o tym też mogli porozmawiać.
-Bo wiesz, ja nie mogę dziś jechać na ten wywiad.... – opowiedział całą sytuację jaka spotkała go nocą, a Tom z niedowierzaniem patrzył na niego.
-Coś wymyślę – powiedział blondyn i wyszedł, rzucając Billowi przelotne spojrzenie.


Leżała w nie swoim łóżku i właściwie nie wiedziała, jak powinna się zachować. Dziś miała podpisać wszystkie dokumenty i zamieszkać w domu. Czuła, że musi odwdzięczyć się Billowi, w końcu tyle dla niej zrobił. Powinna też poinformować dom dziecka, gdzie się znajduje, lecz nie umiała teraz dłużej nad tym się zastanawiać.

Nagle czarnowłosy zapukał do drzwi, pomału wsuwając głowę do pomieszczenia.
-Mogę? – zapytał nieśmiało, poczym wszedł.
-Oczywiście – odpowiedziała przecierając oczy.
Usiadł na brzegu łóżka przyglądając się jej twarzy. Delikatne rysy, mały, zgrabny nosek i te duże zielone oczy, lecz smutne, pozbawione iskierek radości, które zobaczył, gdy pierwszy raz na siebie wpadli.
-Co się dzieje? – zapytał z przerażeniem.
W pewnej chwili jej oczy napełniły się łzami, a chwilę później po lekko zaczerwienionych policzkach spływały srebrne krople łez. Gwałtownie złapał jej dłoń, przy czym lekko się zarumienił.
-Wszystko się ułoży – powiedział szeptem, a następnie mocno przytulił ją do swojej szczupłej klatki piersiowej. Czuł jej nierównomierny oddech i łzy, które co chwilę spadały na jego czarną koszulkę. Z czułością musnął ręką jej policzek, a ona spojrzała w jego czekoladowe oczy, które doprowadzały do szału miliony dziewcząt na całym świecie.

{sadness-of-angel}

komentarze [8]

Część 5. „Nimm meine Hand...” >> sobota, 26 kwietnia 2008 11:31:41
Witajcie! Hm..przepraszam za tak długą nieobecność. Mam nadzieję, że teraz odcinki będą pojawiały się częściej.
Dziękuję za komentarze :* wiele dla mnie znaczą.


sadness-of-angel





Z trudem otworzyła oczy. Znajdowała się w pomieszczeniu, którego nie znała. Światło księżyca wdzierało się przez szpary w oknach do pomieszczenia, tym samym oślepiając brunetkę. Podciągnęła nogi pod brodę, nie miała już sił nawet płakać. Nigdy nie spodziewałaby się, że spotka ją coś tak nieludzkiego. Tu nie chodzi już o ból fizyczny, lecz o jej psychikę. Niełatwo jest się otrząsnąć z czegoś takiego i zacząć znów normalnie funkcjonować. Kiedy dusza cierpi i to ona została najbardziej naruszona. Jak teraz ma myśleć o miłości? O uprawianiu miłości, o tej chwili, która miała być jedną z najpiękniejszych w jej życiu? Jak ma znów zaufać..? Jak spojrzeć na siebie, już nie tak czystą? Czuła się jak przedmiot, na który wszyscy mogą patrzeć, którego wszyscy mogą dotykać, czuła się jakby należała do wszystkich, jakby każdy mógł z nią zrobić co chciał. Wykorzystać i zostawić. I nawet nie pomyślała, że mogłaby kiedykolwiek zapomnieć. Bo nigdy nie zapomni. To już zostanie w niej na zawsze. Zawsze będzie czuła na sobie to spojrzenie i ten wręcz bolesny dotyk. Te wulgarne słowa, którymi rzucał jej w twarz. A teraz czuła jakby obnażył ją z czegoś, co miała najcenniejsze.

Na prawie nagie ciało zarzuciła bluzę i wciągnęła spodnie. Chodzenie sprawiało jej ból, jednak musiała się stąd wydostać. Problem polegał na tym, że nie wiedziała nawet gdzie się znajduje.
Pociągnęła za ledwo trzymającą się drzwi klamkę. Była noc, jedynie gwiazdy i księżyc rozświetlały drogę. Chłód nocy jej nie sprzyjał .
Chciała stąd po prostu uciec.


Jak każdego wieczoru błądził po dobrze znanym mu parku, to tu się wychował. To tutaj wraz z Tomem biegali i bawili się w przeróżne zabawy, jakie są w stanie wymyślić pięcioletni chłopcy. Często spędzali czas na placu zabaw znajdującym się w głównej części parku. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy przypominał sobie coraz więcej sytuacji z ich dzieciństwa. Te wieczne kłótnie o zabawki i miejsce, w którym dziś chcą spędzić dzień. Nigdy nie zapomni, kiedy już od przedszkola dokuczali nauczycielce, mówiąc imię brata, zamiast swoje. To był czas, w którym był szczęśliwy, dopiero teraz to docenia.

Matka zawsze dawała im wiele swobody, lecz wiedzieli, że pewnych granic nie mogą przekroczyć. Ale to dzięki niej, dzięki temu, że to ona na tak wiele im pozwalała, jest teraz tym Billem Kaulitzem, bo nikt inny tak bardzo, jak ona nie wierzył w nich. Nikt się tak nie poświęcał. I nikt nie był w najtrudniejszych chwilach z nimi, jak nie ona. Kobieta, do której mógł się przytulić i płakać w rękaw, której mógł powierzyć tajemnice, od niej zawsze otrzymywał zrozumienie.

Podniósł wzrok i zobaczył ją na ławce. Wiedział, że teraz na jego twarzy nie powinien gościć uśmiech, ale cieszył się, to była chwila jego szczęścia, tak długo czekał na to spotkanie. Czerwona bluza dziewczyny była brudna, a spodnie dziurawe. Płakała. Nie mógłby nie zauważyć. Uśmiech z twarzy znikł i ciarki przeszły jego ciało. Chwilę stał, nie dając znaku życia, a następnie podbiegł przyglądając się jej twarzy, złapał w swe dłonie jej okaleczone ręce. Czuł, że stało się coś strasznego. Domyślał się, lecz nie chciał dopuszczać do siebie tej myśli.
-To ty – szepnął, a następnie pomógł jej wstać - nie bój się, zabiorę cię do siebie – powiedział prawie niesłyszalnie.
-Nie...ja muszę ...do domu – powiedziała i znów upadła na ławkę
Z kieszeni spodni wyciągnął telefon i zadzwonił po jednego z ochroniarzy, w chwilę później byli już w hotelu.
Kazał położyć dziewczynę do łóżka i nic nikomu nie mówić. Jost by się wściekł, gdyby ją tu zobaczył. On tego po prostu nie tolerował. Czarnowłosy czasem miał wrażenie, że to on jest tu wielką gwiazdą rocka, a nie właśnie on. Bill tylko z zewnątrz mógł się wydawać pewnym siebie i wiecznie uśmiechniętym nastolatkiem. Pozory. Jak każdy miał zmartwienia, nie jest tak pewien siebie, jak wszystkim się wydaje, tylko chłopcy z zespołu tak naprawdę go znają. I tylko oni przyjaźnią się z nim bezinteresownie.

-Potrzebujesz czegoś? – zapytał, siadają na brzegu łóżka, tym samym łapiąc dziewczynę za dłoń
-Nie, wszystko w porządku, dziękuję. – dopiero teraz tak naprawdę przyjrzała się chłopakowi, jego kruczoczarnym włosom, czekoladowym tęczówkom, szczupłej twarzy. Nie, nie jest ich wielką fanką, nie kocha żadnego z nich, zna ich tylko z tego, co udało jej się zobaczyć w gazecie, kiedy była w sklepie. W domu dziecka nie mieli tylu telewizorów, by zaspokoić wszystkich potrzeby, raczej odstępowała młodszym swoją kolej, chociaż , to bez znaczenia, były tam tylko trzy programy. Ale zapamiętała go, ten jego oryginalny ubiór, makijaż – Ja wiem, kim ty jesteś – powiedziała zakrywając dłonią usta...


{sadness-of-angel}
komentarze [7]

Część 4. „Jej głos drżał, serce biło nadzwyczaj szybko, a w głowie miała miliony myśli...” >> środa, 5 marca 2008 19:56:01

Przepraszam za zaległości na Waszych blogach. Postaram się je jak najszybciej nadrobić. Spowodowane są one brakiem czasu.
Pozdrawiam,


sadness-of-angel




Oparła się o zimną, bladożółtą ścianę, a następnie zsunęła się po niej, kolana przysunęła do klatki piersiowej, a twarz ukryła w dłoniach. Nie płakała. Ogarnęła ją nieokreślona panika, strach, ból i smutek. Ale nie płakała. Przez uchylone okno do pokoju wdarł się wiatr, otulił ją swoim chłodem, a w chwilę później zniknął.
Wszystko działo się teraz tak szybko.
Za szybko.
W przyszłym tygodniu będzie mogła zacząć swoje życie od początku. Tak długo czekała na dzień, w którym będzie mogła opuścić to miejsce. A teraz, teraz się boi. Tak wiele upadków czeka na jej drodze życia.
I te czekoladowe oczy, pełne tajemnicy. Intrygowały ją. Nie potrafiła wyrzucić z umysłu tego spojrzenia. A przecież nie wierzyła w miłość „od pierwszego wejrzenia”.

Wychodzenie z budynku po 21:00 było zabronione. Ona jednak postanowiła złamać tą zasadę.
Po chwili przemierzała drogi parku. Było dość chłodno potarła dłońmi ramiona. Z daleka było słychać donośne śmiechy grypy znajomych. Usiadła na pniu ściętego drzewa, patrząc bez celu przed siebie. Zastanawiała się nad sensem swojego życia. Nie widziała swojej przyszłości. Nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Nie pozytywnie. Nagle usłyszała czyjś oddech za plecami. Odwróciła się. Jej oczom ukazał się chłopak, nieco wyższy od niej samej. Niebieskie oczy śliniły w świetle pobliskiej latarni, a blond włosy niezdarnie opadały na jego twarz.
- Mogę się przysiąść? – zapytał, a następnie nie czekając na odpowiedź, usiadł obok niej
- Chciałam być sama – powiedziała niemalże niesłyszalnie
- A ja nie chcę być sam – powiedział, a następnie objął ją ramieniem
Zrzuciła je, lecz chłopak zrobił się dość natrętny, po dwóch próbach gwałtownie wstała. Przytrzymał jej dłoń.
- Puść mnie – krzyknęła, a następnie po raz kolejny próbowała wyrwać rękę z silnego uścisku
- Nie tak szybko, nie przyszedłem tu bezinteresownie – jego oczy zaświeciły się, a na twarzy pojawił się drwiący uśmiech – pójdziesz ze mną, nie radzę ci krzyczeć – powiedział szeptem do jej ucha, a następnie pociągnął w swoją stronę, mocną przyciskając do siebie.

Nie wiedziała, gdzie była. Nigdy nie przechodziła tędy. Nigdy nie widziała tego obskurnego domu. Wepchnął ją do środka. W pomieszczeniu panował półmrok. Stała na środku owego pokoju, a on stał oparty o drzwi, patrzył na nią wzrokiem pełnym pożądania, a językiem oblizywał pełne usta.
- Mam ochotę – przerwał, przez chwile tupiąc nogą – na seks, co o tym myślisz?
- Wypuść mnie – jej głos drżał, serce biło nadzwyczaj szybko, a w głowie miała miliony myśli – gwałtownie podbiegła do niego uderzając pięściami w jego klatkę piersiową – wypuść mnie – krzyknęła
- Nikt cię tu nie usłyszy, nie wysilaj się – złapał za jej nadgarstki i popchnął na ścianę, poczuła ból, nie miała szans. Zdarł z niej zielony sweter, wraz z koszulką, wbił oczy w jej biust. Poczuła wstyd rękoma zakryła prawie nagie piersi, lecz chłopak odrzucił je - nie wstydź się, jestem tu tylko ja i ty – powiedział, a następnie musnął swoimi ustami jej bladoczerwone usta, drżały. Czuła teraz nieopisany strach, wewnętrzny ból. Chwile później leżała już na brudnej podłodze, bez spodni, w samej bieliźnie. Wiedziała, że tego nie uniknie, nie chciała teraz żyć, nie chciała nic czuć. Wysilił się tylko do zsunięcia spodni. Usiadł na jej udach, a rękoma przytrzymywał jej ręce, obdarowywał niechcianymi pocałunkami całe jej ciało. Z oczu Marion spływały srebrzyste zły, ale on zdawał się tego nie zauważać. Zerwał z niej dolną część bielizny, a następnie egoistycznie, zupełnie niedelikatnie wszedł w nią. Odwróciła głowę na bok, z jej oczu spływało coraz to więcej łez, cichy płacz zmienił się w głośne odczuwanie bólu, jaki wtedy czuła. Upokorzenia.
- Nie płacz – szepnął znów do jej ucha – dobrze ci radzę – w tym momencie przycisnął jej nadgarstki do podłogi. Czuła się jak przedmiot. Jak nic niewarta, tania dziwka. Jak Panna Nikt.
Wykonywał coraz to śmielsze ruchy, coraz bardziej brutalne. Coraz bardziej bolesne, dla jej ciała, a także duszy.
- Zostaw mnie, proszę – powiedziała niemalże szeptem przez zaciśnięte zęby, dławiąc się łzami.
Nie zwracał uwagi na jej protesty, wiedział, że jest bez sił, że wygrał, że dziewczyna nic nie może zrobić. Wykorzystał ją co sprawiło mu wiele przyjemności. Oczywiście, pewnie byłby bardziej zadowolony, gdyby to ona sama oddała się w mojego miłosne objęcia. Ale nie była jego pierwszą ofiarą. On już doskonale wiedział, jak się zachowywać.
- Zamknij się – krzyknął, a następnie uderzył ją w twarz. Straciła przytomność.

Podciągnął spodnie do góry. Uklęknął przy niej. Złapał jej twarz w dłonie. A następnie ucałował jej spierzchnięte usta.
- Dobrze mi było – powiedział i wyszedł z pomieszczenia.

{sadness-of-angel}

komentarze [7]

Część 3. „Po lekko zaczerwienionym policzku spłynęła łza, pierwsza łza od dwóch lat, pierwsza srebrzysta łza smutku, zagubienia i samotności od dwóch lat...” >> piątek, 1 lutego 2008 23:05:33
Witajcie! W poprzedniej części chyba nie dość wyraźnie opisałam daną sytuację. Mam nadzieję, że w tej wszystko się wyjaśni. Dziękuję za komentarze, bo one przecież tak wiele znaczą.

sadness-of-angel


Był przeciwieństwem brata. Niepoprawny marzyciel. Romantyk. I tak jak co noc wybierał się na samotne spacery. Kiedy jego czekoladowe oczy nie musiały być podkreślone czarną kredką, a kruczoczarne włosy nie musiały być idealnie ułożone. Bo… zawsze był sobą, ale nie zawsze mógł wyglądać tak jak chciał, tak, by odzwierciedlało to jego duszę, nastrój.
Ale, kochał to życie. Kochał koncerty i te piszczące fanki. Zawsze dawał z siebie tyle ile mógł, tyle ile chciał. Był perfekcjonistą.

Przemierzał wolno wąskie ścieżki niewielkiego parku. Był w domu. Kochał podróżować, lecz nie zapominał, że jego dom jest tu, w Niemczech. Ścieżki były usłane liśćmi. Jesień, lecz na dworze było ciepło. Jego życie było idealne. Prawie idealne. Chciał tylko dotknąć Nieba. Złapać je. Przyłożyć do serca. I… by było tam już na zawsze. Pragnął marzyć nocami o kolejnych spotkaniach z Niebem. Ale nie mógł. Nieba nie było.

Na ulicach było pusto, żadnych samochodów. Park również świecił pustkami. W pewnej chwili poczuł ból, a chwile później upadł na ścieżkę, podniósł głowę. Naprzeciw niego siedziała dziewczyna, a wokół niej było rozsypane wiele białych, zapisanych kartek.
- Przepraszam, ja.. ja nie chciałam. Przepraszam, śpieszyłam się. Ach.. spóźniłam się na autobus. Przepraszam najmocniej – mówiła tak szybko, że niewiele z tego rozumiał. Była ładna… jej zielone oczy błyszczały w świetle latarni, a ciemne włosy w nieładzie dodawały jej uroku. Miała na sobie czarny płaszcz, a na stopach najzwyklejsze trampki.

Pomógł jej pozbierać notatki. Przez chwilę pomyślał, że będzie tak jak w filmach, niechcący złapią za tą samą kartkę i ona się w nim zakocha, lecz nic takiego się nie wydarzyło.
Kiedy już chciała odejść złapał za jej nadgarstek, spojrzała w jego czekoladowe oczy. Nie znała go. Nie wiedziała kim jest.
- Czy jeszcze kiedyś cię spotkam? –zapytał, a chwilę później sam w to nie wierzył
- Kiedyś – uśmiechnęła się i odeszła

Był w szoku, jakby miłość od pierwszego wejrzenia, tylko był problem, on w takową nie wierzył. Odwrócił się za siebie, ale już jej nie było. „Jak sen..” – pomyślał. Nieco szybciej zaczął podążać w stronę hotelu. Przed budynkiem stała grupa dziewczyn. Narzucił kaptur na głowę. Rozpoznały go. Krzyki. Piski. A on chciał teraz być sam. Zupełnie sam.

„Bill, Bill ich liebe dich.” – krzyczały wszystkie. Wszystkie go „kochały”. Miłość jednak nieodwzajemniona. Miał świadomość, że wiele dziewczyn przez niego cierpi. Ale on przecież nie może kochać ich wszystkich, on potrzebował prawdziwej miłości, jedynej. Bezinteresownej. Podpisał kilka kartek i zniknął za drzwiami hotelu. Wybrał schody, nigdy tego nie robił. Jego kroki były małe, a on sam szedł tak wolno, niemalże na każdym schodku zatrzymywał się i analizował wszystko od początku. W którym miejscu tamto przypadkowe spotkanie się odbyło, jak przebiegało. Kiedy doszedł do pokoju, zatrzasnął drzwi, ściągnął buty, jedną z wielu kurteczek rzucił na łóżko i sam na nie opadł. Położył się na lewym boku wpatrując się w jasnożółtą lampkę nocną, po lekko zaczerwienionym policzku spłynęła łza, pierwsza łza od dwóch lat, pierwsza srebrzysta łza smutku, zagubienia i samotności od dwóch lat...

Nagle ktoś zapukał do drzwi. Nie otwierał. Chwilę później pukanie zamieniło się w walenie do drzwi.
-Idę – krzyknął i niechętnie wstał z łóżka
-Człowieku, ty sobie nawet nie wyobrażasz co ja dziś w nocy przeżyłem – do pokoju wszedł Tom z wielkim uśmiechem na ustach - takiej laski, to jeszcze w życiu nie widziałem, nie jakaś tam dziwka, ale niezła była, taka inna. A już myślałem, że ogarnie mnie rutyna. Ej, a ty co taki jakiś dziwny, hm?
-Śpiący – odpowiedział i znów wpakował się do łóżka
-Śpiący? Robisz ze mnie wariata? – zapytał Tom
-Daj spokój, nie mam sił dziś o tym rozmawiać
-O czym rozmawiać? – ponownie zapytał starszy Kaulitz
-Czy ty zawsze musisz być taki... wścibski?!
-No, więc co się stało?
-Miała takie cudowne zielone oczy... – rozmarzył się Bill, jego starszy brat ściągnął buty i usiadł obok niego na łóżku – Ach..- westchnął - nawet nie wiem, jak ma na imię
-Nie zapytałeś?! – zdziwił się Tom
-Ja.. zapomniałem.. – przyznał się czarnowłosy z lekkim zawstydzeniem
-Zapomniałeś?! A numer telefonu? Cokolwiek! – tym razem Tom podniósł już głos. Niedoświadczenie brata go przerażało. Racja. Różnili się. Bill to ten wierzący w miłość, jedyną miłość, a jego brat bliźniak, właśnie, Tom jest jedną wielką zagadką.


W życiu Billa z dnia na dzień zapanował chaos. Każda myśl sprowadzała go do tych zielonych oczu. Pełnych głębi. Ale również jakiegoś nieokreślonego strachu. Jego egzystencja się rozsypała. Ułożone życie przeobraziło się w zamieszanie, które wprowadzało go w obłęd i ból głowy. Codziennie chodził tamtędy, miał nadzieję.
„Jutro mija tydzień” – pomyślał.

A ona miała zajęcia tylko we wtorki. Tylko we wtorki szła przez ten park nocną porą.
Jak zwykle się śpieszyła. Jej kroki były małe, lecz sama poruszała się bardzo szybko. Czarny płacz idealnie odzwierciedlał jej nastrój. Był czarny i długi. I płaszcz. I nastrój.


Biała koperta. Zwykła. Najzwyklejsza. To pierwszy list, pierwszy jaki dostała, od kiedy przebywa tutaj. Otworzyła. Szybko przeczytała. List był zwięzły, krótki i na temat. W jej oku zakręciła się łza, bólu, szczęścia, rozpaczy.



Droga Marion
Bez niepotrzebnych wstępów. Jest sprawa, którą niestety ja muszę załatwić.
Żyłaś w niewiedzy siostro. Tak, siostro. Jesteś moją siostrą. Pewnie o tym nie wiedziałaś. Teraz już wiesz. Nie dociekaj prawdy, tak będzie dla Ciebie i dla mnie lepiej. Ja mam swoje życie, Ty swoje. Rodzice zginęli. Ja właściwie ich nie znałem. Jak sama wiesz należeli do zamożnych ludzi. Przepisali na Ciebie sporo. Pewnie wystarczy Ci pieniędzy do końca życia.
Dyrektor Domu Dziecka wszystko Ci wyjaśni.
I pamiętaj, ja mam swoje życie, Ty swoje.



Pozdrawiam,
Russell


Na idealnie białą kartkę spadały kolejne krople słonych łez. Usta układały się do słowa „dlaczego?” lecz nie wydobywał się z nich żaden głos. Nawet ten najcichszy.
I nikt jej nie przytuli. Od nikogo nie usłyszy słów pocieszenia. Jest sama. Dziś to odczuwa, najbardziej.

{sadness-of-angel}

komentarze [10]

Część 2. „Kolejny hotelowy pokój i kolejna jednorazowa, nocna przygoda…” >> piątek, 11 stycznia 2008 22:51:40



Przetarł kartą oznakowane miejsce przy drzwiach i znów nie sam wszedł do pokoju. Jego dłonie spoczywały na, tyłku jakiejś przypadkowej dziewczyny. Lekko pchnął ją w stronę łóżka, lecz ona chciała udawać niedostępną, choć w środku cała paliła się do tego. Stanęła i spojrzała w jego czekoladowe tęczówki. Szybko odwrócił wzrok, myśląc „tylko seks”. Zrozumiała. I nawet to ją cieszyło. Najpierw zerwał z niej skąpą spódniczkę. Seksowna, czerwona bielizna, kochał to. Ubóstwiał. Otworzył lekko usta. Wpiła się w nie jak pijawka. Dobra była. Doświadczona. Rzucił ją na łóżko, a ona bez oporu na nie opadła. Sprawnie i szybko ściągnęła z głowy jego czapkę, a następnie ściągnęła jego koszulkę. Miał takie męskie ciało. Rozgrzane. Pragnące jej. Czuła to. Muskał jej dekolt, podobało jej się. Włożył dłonie pod bluzkę. Zerwał ją z niej. Nie miał na co czekać. Jutro przecież będzie następna. „Dobrze trafiłem” – pomyślał. Bielizna była już tylko błahostką. Bezmyślnie wszedł w nią. Zupełnie egoistycznie. Nawet na nią nie spojrzał. Jego wprawa, zwinność i szybkość potwierdzała, że nie jest jego ani pierwszą, ani dziesiątą, ani nawet dwudziestą. Całował jej ramiona, tylko przez chwilę, by się wyluzowała. By traktowała to jak zabawę. Kolejny hotelowy pokój i kolejna jednorazowa, nocna przygoda dobiegała końca.


Oboje opadli na łóżko obok siebie. Nawet jej nie przytulił, ubrał bokserki sięgając po papierosa. Przypalił i wyszedł na taras. Bez słowa. A ona usnęła.
„Każda jest taka sama” – znów napatoczyła mu się ta myśl.


{sadness-of-angel}
komentarze [10]

Część 1. "Wiatr porwał do tańca suche, bladopomarańczowe liście, a świat przez chwile wydawał się inny..." >> poniedziałek, 1 października 2007 17:50:08


Witajcie! Niezupełnie od nowa, lecz odrobinę inaczej. Opowiadanie o Tokio Hotel, chcę opisać, że nie wszystkim jest tak cudownie, nie każdy ma dom i rodzinę, świat potrafi niektórych przerazić. Mam nadzieję, że zdobędę Wasze uznanie. Zapraszam do czytania.
Pozdrawiam.



Do wielkiej sali weszła starsza kobieta z wielkim koszem na ręku. Wszystkie dzieci nagle rzuciły się do stóp siwej pani jednak on, mały blondwłosy chłopiec został na swoim miejscu. Rękoma podpierał brodę i patrzył na wszystkie dzieciaki, które cieszyły się swoją nową, słodką zdobyczą.
Przykucnęła obok niego, kładąc przed nim kilka cukierków. Popatrzył na nią. Nie mówiąc nic, odeszła, zostawiając sześciolatka.

Nienawidziła tego miejsca, nie dla tego, że sama musiała tu przebywać.
Przywykła.

Nienawidziła patrzeć na te pozbawione radości na twarzy dzieci. Nawet na te, które już dobrze znała. Podeszła do małej rudowłosej dziewczynki.
- Witaj Atillo – powiedziała uśmiechając się
- Cześć Marion – odpowiedziała dziewczyna rzucając w jej stronę krótkie spojrzenie
Usiadła obok niej w piaskownicy, przyglądając się powstającemu z piasku zamkowi.
Atilla była chora. Poważnie chora. Nie tylko ona.

Marion była jedną z nielicznych. Była piękną brunetką o zielonych oczach. Wcale nie uważała się za najbiedniejszą z tych wszystkich dzieci, mimo tego, że nie ma rodziny. Nie ma rodziców. Trafiła tu całkiem niedawno. Zdążyła jednak poznać "zasady" tu obowiązujące. Każdy dzień w Domu Dziecka jest taki sam. Nic się nie zmienia. Mniejsze dzieci mają szansę na to, że ktoś je zaadoptuje. Te starsze, których było znacznie mniej, a właściwie tylko Marion i trzech chłopaków, nie mogło na to liczyć.

Na zewnątrz zrobiło się już chłodno, potarła dłońmi ramiona. Wiatr porwał do tańca suche, bladopomarańczowe liście, a świat przez chwile wydawał się inny...
Tylko przez chwilę.

Zostawiając rudowłosą dziewczynkę w piaskownicy, wolnym krokiem powędrowała do swojego pokoju.
Skromy pokój, o niebieskich ścianach. W prawym rogu stało zniszczone biurko, z lewej zaś łóżko, nieduże, regał, na którym znajdywało się wiele książek i mała komoda.

Usiadła na łóżku podciągając nogi pod brodę. Sięgnęła po książkę, która leżała obok niej, otworzyła na zaznaczonej stronie. Oddała się w wir twórczości Alice Sebold.

{sadness-of-angel}
komentarze [5]

- Ksiega - Profil - Dodaj do ulubionych



2007
październik (1)

2008
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
lipiec (1)

2010
marzec (1)

Shablon.mylog.pl
AA, DM